A może do Mongoła?

Wydawnictwo „Znak” po dwóch latach mojej pracy dostało materiały na nową książkę. Ciężka praca, która w ostatnich tygodniach osiągnęła swoje apogeum spowodowała, że mój organizm poniósł straty. Mam stan zapalny oka i mocno nadwyrężony kręgosłup szyjny. “Lekarzu, lecz się sam” – powiedziałam w końcu do siebie i po ponad dziesięciu latach, wybrałam się w końcu do lekarza. Czego się dowiedziałam? przemęczone oczy – efekt złego oświetlenia, niedostosowanego do pracy przy komputerze, źle dobranych okularów, no i najważniejsza przyczyna: PESEL. 🙂 Starzeję się, o to chodziło okuliście. Nie, nie jest to powód do głębokiego smutku i bynajmniej nie mam zamiaru rwać z tego powodu włosów z głowy, czy pędzić do chirurga plastycznego.

Postanowiłam za to, że pojadę do uzdrowiska i skorzystam z wiedzy tamtejszych balneologów. Jak wiadomo, podróże kształcą, ten wyjazd również obdarował mnie wieloma nowymi doświadczeniami.

Korzystam z masaży, okładów borowinowych, które są cudowne i wielu innych zabiegów, a wszystko to ma pomóc mojemu kręgosłupowi szyjnemu. Codziennie siedzę w poczekalni, rozmawiam z ludźmi, słucham ich, przyglądam się i… zbieram nowe doświadczenia osobiste i zawodowe.

Sanatorium, w którym mam zabiegi jest jednym z największych w Polsce, gdzie leczy się alergię u dzieci, czyli to, co najbliżej mojej zawodowej drodze no i mojemu sercu. Dzisiaj czekałam z matką dwójki alergicznych dzieci. Pytam matki, na jaki typ alergii dzieci cierpią. Dowiedziałam się, że wziewna na wszystko. Gdy zapytałam o pokarmową, odpowiedziała, że dzieci tolerują absolutnie wszystko. Jedno z nich ma 6 lat, leczy się od trzeciego roku życia, a efektów nie ma. Pytam matki, czy słyszała o alergii krzyżowej. Spojrzała na mnie ze zdziwieniem dając do zrozumienia, że to nie mój interes. Oj. Zapomniałam się, przecież jestem na rehabilitacji, na wczasach, pierwszych od trzech lat. Wyjęłam moją książkę „Demon i panna Prym” P. Coelho. Kiedy czytałam coś innego niż naukowe książki z dziedziny dietetyki?…

Pożyłam się na łóżku zabiegowym i oddałam się wspaniałemu działaniu borowiny. Toksyny odpływają, a mikroelementy wchodzą w mój spragniony odpoczynku organizm. Nagle słyszę, że matka chorego dziecka odbiera telefon i przez całe 15 minut, z kimś rozmawia. Dowiaduję się, że stan dziecka się nie poprawia i „chyba trzeba zasięgnąć porady Mongoła”, to jest zielarza – on na pewno możne. Skarżyła się na bóle kręgosłupa i otłuszczoną wątrobę nie wiadomo, jaka jest tego przyczyna. Leżę i słucham i chciałabym wyjść i powiedzieć, że otłuszczona wątroba – jeżeli pani nie nadużywa alkoholu jest reakcją na dodatki do żywności i prawdopodobnie przepracowuje alergeny. Chora matka, często rodzi chore dziecko. Jeżeli dziecko ma 5-6 klasy nietolerancję traw i brzozy, jest duże prawdopodobieństwo, że matka zapewne nie toleruje glutenu. Trzeba by było zrobić badania.

Życie daje nam wiele szans, ale bywa też przewrotne. Tak sobie pomyślałam, gdyby ta pani wiedziała, że siedzi obok wysokiej klasy specjalistki w dziedzinie alergii ( nie chwalę się, jestem na to za dorosła ;), ale mam świadomość skuteczności swoich działań, być może zechciałaby mnie wysłuchać i otworzyć się na to, co mogłoby jej naprawdę pomóc. Czasami nie wiemy, kto obok nas siedzi. Czasami warto zagadać, uśmiechnąć się zapytać o samopoczucie, bo może się okazać, że ktoś ma dla nas rozwiązanie. Zawsze zaczepiam ludzi, gdy jadę pociągiem, autobusem, siedzę w długiej kolejce. Często poznaję bardzo ciekawe osoby. Żałuję, że nie zawsze mam czas, by kontynuować znajomość. Zazwyczaj po takich rozmowach wychodzę wzbogacona o doświadczenia tych, którzy się nimi dzielą.

Albo… pozostaje wizyta u Mongoła !!